Symeon's Plainsong

Cyfrowa niańka

Już kilkanaście lat temu telekomy dążyły za wszelką cenę do jak największego nasycenia rynku telefonami komórkowymi. Pamiętam, jak reklamy epatowały obrazami rodzin (w tym małych dzieci) wpatrzonych w ekrany smartfonów i tabletów. Doradcy zachęcali klientów, aby przy okazji przedłużenia umowy kupić kolejne urządzenie za złotówkę („na pewno w rodzinie się przyda”, „może dla dziecka?”). Dziś, gdy rynek się nasycił, telekomy postanowiły zadbać o swój wizerunek i wypuszczają wyciskające łzy spoty reklamowe mające promować higienę cyfrową (ojciec z nastoletnią córką na szlaku itp.). Czy można wierzyć w szczere intencje telekomów? Nie. To bujda na resorach. Tak jakby producent mocnych trunków uczył społeczeństwo rozsądnego podejścia do alkoholu. Istnieje zresztą serwis https://pijodpowiedzialnie.pl.

Podobnie należy oceniać ostatnie posunięcie Google’a, który po latach intensywnego promowania rolek (szortów) umożliwił łaskawie użytkownikom YouTube’a wyłączenie wyświetlania krótkich filmików. Wymaga to jednak świadomego działania użytkownika i pewnego samozaparcia. Rolki są domyślnie włączone, a żeby je wyłączyć, trzeba głęboko w ustawieniach poszukać odpowiedniego przełącznika. To pokazuje, że rolki – dzięki swojemu uzależniającemu działaniu – przynoszą olbrzymie dochody i gigant technologiczny nie zrezygnuje tak łatwo z zarabiania na naszej uwadze. Oczywiście nie przeszkadza to Google’owi twierdzić, że umożliwia wybór i działa dla dobra ogółu. Ale to mydlenie oczu.

Zaskakujące jest też to, jak szeroko komentowane są nieznaczne z pozoru działania jednej firmy polegające na włączeniu lub wyłączeniu jakiejś funkcji. Ale YouTube jest monopolistą, który dostarcza całemu światu – pozornie przezroczyste – narzędzie do konsumpcji treści wszelakich, z którego korzystają profesjonaliści, półamatorzy i amatorzy, wielki biznes, rządy i pozarządówka, prawica, centrum i lewica. Jakiekolwiek posunięcie dotyczące tego serwisu jest więc sprawą publiczną, bo przekłada się bezpośrednio na codzienne doświadczenie milionów (miliardów?) użytkowników, ich nawyki, sposób spędzania czasu, a nawet ich zdrowie...

Meta z kolei nie wsłuchuje się w głosy użytkowników WhatsAppa, którzy chcieliby mieć możliwość wyłączenia czatbota (fioletowy pierścień Meta AI) oraz kanałów. Sieć jest pełna pytań, jak usunąć te funkcje, ale gigant pozostaje niewzruszony na opinie ludzi. Najwyraźniej opłaca mu się utrzymywanie dodatkowych funkcji – zbędnych w komunikatorze, ale angażujących użytkowników i pozwalających na zbieranie wiedzy na ich temat.

To wszystko pokazuje, że big techy traktują swoich użytkowników jak króliki doświadczalne, nie zważając na negatywne skutki korzystania z określonych rozwiązań. Chętnie wprowadzają przykuwające uwagę i angażujące funkcje, wciskają je użytkownikom (niekiedy wbrew ich woli) i rozwijają je tak, aby potencjał uzależniający był silniejszy, a możliwość czerpania dochodów – jeszcze większa.

Po latach, gdy już się nachapią, a głosy społecznego niezadowolenia wybrzmią wystarczająco donośnie – big techy wystąpią w roli zbawców ludzkości i udając zatroskanie, pozwolą wyłączyć jakąś jedną kretyńską funkcję. Trzeba jednak zaparcia i cierpliwości, żeby się do tego doklikać, a przecież ludzie oduczeni są świadomego używania technologii i samodzielnego wybierania tego, co uważają za najlepsze. Korzystają z wielu rozwiązań nie dlatego, że uznali je za korzystne, wygodne czy wartościowe, ale dlatego, że big tech wprowadził te rozwiązania i uczynił je domyślnymi…

[Tytuł wpisu jest inspirowany fragmentem utworu Wolny wybieg zespołu Dezerter.]