Smartfon nie do wszystkiego
W przestrzeni publicznej pojawia się ostatnio bardzo dużo materiałów na temat higieny cyfrowej będących elementem różnych kampanii społecznych, wciąż jednak zewsząd jesteśmy bombardowani reklamami, w których bohaterowie kupują jakiś produkt lub korzystają z jakiejś usługi za pomocą smartfona.
Zakup opon na nowy sezon? Jakiś uśmiechnięty jegomość zapatrzony w smartfon. Wybór prezentu świątecznego? Bohaterka reklamy uśmiecha się do ekranu. Sprzedaż używanych ciuchów? Młoda dziewczyna ochoczo stuka palcami w telefon. Zamówienie jedzenia? Oczywiście, że przez aplikację, jakżeby inaczej. Kredyt, lokata, założenie konta? No jak bankowanie (brr), to tylko z apką1.
W każdym razie twórcy reklam za wszelką cenę chcą nas przekonać, że kupno ich towarów i usług za pomocą smartfona - najlepiej z wykorzystaniem dedykowanej (brr) aplikacji - jest najlepsze i najbardziej naturalne na świecie.
Jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy? Oto moje hipotezy.
Reklama odzwierciedla rzeczywistość. A więc skoro ze statystyk lub badań rynku wynika, że ludzie w określonych sytuacjach chętniej sięgają po smartfona, to reklama nie będzie zakłamywać rzeczywistości i pokaże, jak jest naprawdę. Reklama bliższa rzeczywistości jest skuteczniejsza.
Reklamodawcom zależy na tym, abyśmy chętniej i częściej kupowali ich produkty i usługi. Ze smartfona korzystamy pospiesznie, w różnych sytuacjach, podczas krótkich sesji, nie w pełni skupieni, a to sprzyja nieprzemyślanym zakupom. Łatwiej coś kliknąć w telefonie pod wpływem chwili; w przypadku zakupów przed laptopem potrzebujemy większego namysłu i trudniej o impulsywne zakupy.
Reklamodawcom zależy na tym, żebyśmy korzystali z aplikacji mobilnych, bo dzięki temu jesteśmy silniej związani z danym sklepem (usługodawcą) i jest większa szansa, że w przyszłości wybierzemy ten właśnie sklep, a nie konkurencję. Korzystanie z aplikacji pomaga też zbierać dane na temat naszych upodobań, co pozwala kierować do nas bardziej spersonalizowaną ofertę i szerzej - uzyskiwać informacje na temat trendów i wzorców zachowań konsumentów. Można też na tych danych zarabiać, odsprzedając je innym...
Ja jednak uważam, że o ile zamówienie posiłku przez aplikację może być wygodne i usprawniać codzienne życie, o tyle w przypadku zakupów produktów o większej wartości, dokonywanych od wielkiego dzwonu (np. opon), wygodniej i przyjemniej usiąść przed komputerem i spokojnie przeanalizować oferty różnych sklepów.
Także korzystanie z bankowości elektronicznej wygodniejsze jest na komputerze. Niestety odnoszę wrażenie, że niektóre banki całkowicie zaprzestały rozwijania serwisów WWW (które wyglądają dziś tak samo jak wyglądały kilkanaście lat temu), angażując wszystkie siły i środki w rozbudowę i poszerzanie funkcji aplikacji mobilnych. Mam nadzieję, że nie odbiło się to negatywnie na bezpieczeństwie korzystania z serwisów WWW...
W tym wszystkim nie chodzi tylko o technologię. Oczywiście ważne jest to, że ekran komputera mieści więcej niż ekran smartfona, i że łatwiej na tym pierwszym nawigować, nie wspominając już o fizycznej klawiaturze... Chodzi też o to, że usiądnięcie do komputera, skoncentrowanie się na tym, co robimy, i załatwienie podczas takiej sesji (i tylko podczas niej) kilku konkretnych spraw sprzyja higienie cyfrowej, bo nie będziemy tych rzeczy wykonywać po trochu na smartfonie, rozpraszając się i odrywając od innych zadań.
Przyznam, że użycie słowa apka w reklamie banku wydaje mi się niepoważne i obniża w moich oczach prestiż tej instytucji, ale co ja mogę wiedzieć...↩